|
Wszystko co dotyczy drugiego człowieka warte jest zapamiętania - dlatego właśnie studiuję medycynę.
Blog > Komentarze do wpisu
zszywacz czerwony
Kupiłam wczoraj zszywacz – czerwony. I zszywki też, ale już nie czerwone tylko biurowe. Od tego czasu łapię okazję, by móc z sobą coś pozszywać. Zszywa się zwykle rzeczy niezszyte, funkcjonujące z osobna, które wydaje się powinny być razem, by w ferworze różnych starań nie zagubiły się bezsensownie. Ale skąd wiadomo, że być razem powinny. Skąd w ogóle wiedzieć, że do siebie pasują. Przecież nie dlatego, że mają ten sam kolor czy pisane są tą samą trzcionką. Nie łączy się rzeczy ze względu na podobieństwo w strukturze, ale raczej z uwagi, no właśnie - na treść?! A może łączy, to znaczy zszywa się rzeczy do siebie bardziej niepodobne, by się wzajemnie lepiej uzupełniały, by – i tu też właśnie – tworzyły jakąś pełniejszą treść. Niezależnie więc od stopnia podobieństwa, czy jego braku, w każdym przypadku chodzi o to pięcioliterową: treść. Tylko, co zrobić gdy coś tej treści nie posiada? Albo istniejąca treść nie ma większego sensu. Łączenie, wypełnianie i nadawanie sensu to nie jest raczej zadanie zszywacza. On ma tylko powodować, że to o czym wiadomo, że ma być razem, razem będzie. Ostatnio patrząc na leżący na biurku, czerwony zszywacz, przypomniała mi się pewna postać z filmu „Amelia”: mężczyzna na emeryturze, który natrętnie dziurkuje liście kwiatów swojej żony. Przez większość życia pracował jako kontroler biletów. Robienie dziurek jest więc jedną z tych treści, która dla niego ma pewnie ogromny sens. Ja na razie zszywam notatki, ot tak dla porządku. Jak zacznę zszywać coś jeszcze, wyrzucę zszywacz. niedziela, 21 lutego 2010, studniaabsurdu
|
|